PAST


dark secret
jestem zmeczona. atmosfera w domu mnie dobija, a przeciez miałam mieć wyjebane… codziennie to powtarzam. następny dzień bez sensu, nic nie moge zrobic. cieżko nawet się ubrać.
jeść… powolutku zaczynam mieć zaczerwienione konciki ust, po porunastu minutach przechodzi. nic nie widac. moze bym chciala zeby wiedzieli. jestem zmeczona. nie potrzebuje nadmiaru zbednej troski, po co mi to jesli są slepi na prawdziwe problemy.
sama.
tesknie. brakuje mi mojej siostry.
zle sie czuje ze on wie, nikt nie powinie o tym wiedziec.
myślałam że to nie możliwe, że to zbyt obrzydliwe. wszystko kreci się wokuł jednej mysli.
chyab to mnie najbardziej meczy w tym wszystkim.

nie jestem postacią z telewizji. to nie dzieje sie w programnie talk-show.
jestem tu, prawdziwa.
olia 2006-08-17 00:45:35

Sometimes

Czsem czuje sie sama, kompletnie sama. Tak jakbym nikogo na swiecie nie miala, wiem ze to zludzenie, ale co gdyby tak na prawde sie stalo? Czy jestem wystarczajaco silna? Czy poddam sie? Co zrobie? Czy upre sie, by brnac do przodu? Czy dam rade bez wsparcia, bez tej odrobiny ciepla i czulosci?
Milosc… i czuje sie tak bardzo slaba… Chce zeby pragnal mnie tak samo jak ja jego. Czsem nie moge wytrzymac by nie dotknac jego skory, poczuc go tak blisko przy sobie, szkoda ze blizej byc juz nie moze…

Wszystkie jebane bajki kiedys sie koncza…
Nie chce konca. Koniec to dziwne uczucie.
Pierdolona sielanka.

hmm

przynaleznosc do jakiegos wyznania?
pierdole.
sex i alkohol to moja religia.

nie…

- dlaczego nie?
- bo nie kurwa i juz!

suka jestem tylko wtedy gdy chce nia byc, a nie, ze ona jest we mnie, bo nie umiem jej pochamowac w sobie.
pierdole co o tym myslicie!
bo tak na prawde nie chcecie znac mnie – tej zlej mnie.

FAKE:
Dlaczego to niby takie oczywiste, ze jesli nie pisze co notke, KOCHAM, to nie kocham.

Kocham, nie musze o tym pisac.

Baaad – and wahat the fuck?!

Pierwszy miesiac za mna. Wszystko co pierwsze zawsze tak bardzo sie liczy… Teraz to juz bedzie normalka, co? Powolutku wyrabia sie codziennosc.
Nie musi byc wspaniale, na poczatku przejmuje sie tak bardzo, ale w gruncie rzeczy zalezy mi taaak bardzo, ze mam wyjebane na to co nie wyjdzie czy sie nie uda. Daje sobie wiele szans, bo tak trzeba na poczatek.

Polnoc to nie noc dla mnie, czesc dnia. Wracam do domu, masa ludzi, jasno jak to w miescie, glosno, nawet sluchawki w uszach nie zagluszaja chalasu. Zmeczona, czasem czuje jak rece odmawiaja mi posluszenstwa, nogami ciezko wleke po chodniku, a przeciez wcale nie pracuje duzo. Bedzie gorzej, to dopiero przedsmak. Lubie moje wieczorne powroty. Potem juz tylko prysznic i siedzimy do puzna i gadamy az oczy sie zamykaja. Patrze na zegarek i ciesze sie, ze juz za kilka godzin on wroci do domu i razem zjemy sniadanie.
Kocham moja coedziennosc.

Dziwnie mi ostatnio, spokojnie. Tak sobie mysle, ze juz chyba nic mi nie robi… jestem zepsuta.

winter?

W Londynie zimy nie ma. Sniegu pewnie sie nie doczekam, ale jakos mi nie zalezy, bo po co snieg komu? Tylko marznac bede bardziej gdy noca wracac bede do domu.

Sukces – moge juz utrzymywac sie sama!
Przynajmniej w znacznym stopniu ;)

O Polsce mysle teraz jak o wakacjach.