Cry, baby cry.

Ostatnio znow nie moge sie opanowac i ciagle placze. Rycze. Wyje. Ksztusze sie.
Jedyna noc razem… osobno.
Psuje sie. Oczywiscie kazdy wiedzial, ze tak bedzie, no baa. Zdycha to juz od jakichs dwoch miesiecy… pasc nie moze…
Ja chyba nigdy sie nie zmienie.
Uciekne? Ciekawe co zrobie dalej… Tak sobie mysle, ze napewno (jak cos) to sie wyprowadze. Mam serdecznie doscy mieszkania z jego wszystko wiedzaca siostra.
Tak, tak… jestem oporna i moze mam problem, ale wali mnie to!
Czasem mysle – po chuja ja sie tak staram i tak wszystko spieprze, po co ciagnac ta wspulna meke… Bo zalezy, bo jescze resztkami sil nam zalezy, bo bylo tak pieknie, bo sie tak doskonale rozumielismy, bo bylismy tacy inni, a tacy podobni. Milosc i slowa kocham sa prawdziwe.
Tylko ja jestem slabsza niz on zdolal to przewidziec…

Powiedzialam: nigdy wiecej braku zaufania. I nagle sie przebudzilam, ze on mi kompletnie nie ufa. Tylko, ja wiem dlaczego i to rozumeim i nie chce sie temu brakowi zaufania buntowac…
Ale nie ufa…

Nie wiedze rozwiazania

Conversation

- Dlaczego zlych rzeczy uczysz sie tak szybko?
- Zlo mnie pociaga.
- Dlaczego?
- Zlo mam we krwi. Jak kazdy z nas. Wystarczy je tylko odpowiednio rozbudzic.
- Po co ci to?
- Bo jestem slaba, skryta, wrazliwa, nie odporna. Bedac zla jestem silniejsza, nie zalezy mi mi na niczym i nikim, nawet na samej sobie. Nie mam szacunku do nikogo, nie mam honoru. Jestem plugawa i zepsuta. Jestem suka, zdzira i dziwka. Dobrze mi z tym, jestem dumna z siebie.
- Zartujesz chyba!?
- Nie.

To chyba glupie, ze wymagam szacunku od innych i zaufania… Moje slowa malo znacza… przeciez.

- Jestes dobra… tylko w mniejszym stopniu.
- Nawet gdybym chciala, juz nie umeim byc dobra, bo probuje przeciez, a mi nie wychodzi.
Do dupy z takim zyciem.

Bywam bez sensu…