Girls, girls, bad girls, good girls

Kiedys bardzo duzo rzeczy wydawalo mi sie o mnie… i pewnie nadal tak jest w jakims stopniu. Mysle sobie, ze jestem konsekwentna, ale nie jestem – chciala bym byc. I tak samo z tymi dziecmi, nie chce, ale z nim mogla bym miec…

Dlaczego ja sie nie szanuje? Dlaczego!?
Diecko, nie wolno tak! Co Bog o tym pomysli, nie bedzie cie chcial w raju! Jestes dobra, mila, przyzwoita.
…ale jaka ja bylam..? W wieku 14 lat nic zlego nie robilam, pierwsze podrygi mlodego serduszka, zagluszone przez wyrzuty sumienia. I juz tak zostalo, wydawalam sie sobie zla i zepsuta – nieopanowana chcec do grzechu. Powolutku, malymi kroczkami probowalam coraz wiecej. Zylam w swiecie rodzicow i moim wlasnym, tym bez granic, gdzie nie obchodzilo, mnie to czy dozyje nastepnego dnia. Liczyly sie emocje.

Potem zatarlu sie moje granice i tak juz bardzo wyblakle. Coz mozna uczynic gorszego niz odwrocic sie od Boga? We wlasnym mniemianiu bylam juz po stronie zla i nie bylo sie czym przejmowac.

A ja zyje tak spokojnie, nie robilam wcale tak wiele nadzwyczajnych rzeczy. Kilka wybrykow, ot wszystko, kazdy cos z tego w zyciu zaliczyl. Osobiscie postaralam sie o to w mlodym wieku, bo teraz nie miala bym na to czasu, ani odwagi.

Czsem martwie si o Twoje dziewczynki, zeby nie byly takie jak ja. Wiele rzeczy moglo potoczyc sie bardzo zle… Martwie sie o nie… Szkola, jak wy tego unkniecie? Badz przy nich blisko, niech maja w Tobie zrozumienie we wszystkim, wsparcie i konsekwentnosc matki. Kocham Was :*

to tylko argumenty?

Patrzylam na zegarek i wiedzialam ze mam tylko pol godziny. Sobota, to bylo by juz za puzno, po ptakach. Nie dalo by sie wyjasnic, nie dotarly by do niego moje argumety, nie chcial by sluchac.
Glupstwo, o co tak sie unosic… Przepraszam…
Juz zostawaly minuty. Niebieski blysk w oku zelzal, zimno gdzies zniklelo. W glowie mi tylko dudnilo: nie rycz wiecej GLUPIA! Dotknelam go i ulga w sercu, bo nie odrzucil mojej dloni – bedzie dobrze? – pytalam sie siebie.
Nie warto tak marnowac, odrzucac tego co stworzylismy razem. Nie mozemy zapomniec tego jak wiele przezylismy razem.

Tylko nie plac juz prosze – i przytulil mnie.

Nie, nie, nie!!!

Rozpacz normalnie. Jechac, zostawac? Dom? Bez niego nie ma domu, traci sens ten dom, nie ma do czego wracac. Witaj kochanie i buzi – juz nie ma? W nocy nie przytuli. Nic nie ma.
Nie placz – mowi – bo ladnie wygladasz jak sie usmiechasz.
Tylko bez niego nie ma powodu do usmiechu. Juz go nie przytule, juz nie ugotuje, juz nie posprzatam dla niego. Boje sie sama zostac w tym miescie, bez niego nie mam schronienia. Stal sie takim przystojnym mezczyzna, inna ma sie nim cieszyc?! NIE! Boze! NIE! NIEEEE!!!

Wszystko sie zapada, jest mi zimno. Wszyscy mowia ze bedzie dobrze. On jest dobry, jedyny, najlepszy. Kocham go jak szalona, oddala bym wszystko za niego. Mow co chcesz, niech tylko zostanie ze mna…
Moj najprawdziwszy.
Nie wiem jak mam sie z tym pogodzic. Placze, rycze, nie zrozumiem. To jest niemozliwe, nie prwdziwe!
Badz przy mnie blisko, oddam ci wszystko…

rozpacz

nie chce mi sie zyc! nie widze sensu…
niech mnie ktos przytuli.
normalnie, literalnie, namacalnie…

FAKE

Wszystko jest falszywe, caje moje zycie to jakas sciema.
Prawie dwa lata, ponad rok mieszkania razem, a i tak wiemy, ze to nie ma przyszlosci. Ludzilam sie, pragnelam tego by kiedys dostac wiecej z tego wszystkiego. A to tylko sciema byla… Sama sobie mydlilam oczy, nawet jego klamst do tego nie potrzebowalam… Znow marzylam…

Teraz na prawde mysle – po co to ciagnac. Gdy mu sie znudze to sie rozstaniemy? Okazalo sie, ze mialam wieksze oczekiwania.

Szkoda.

cry baby, cry…

Puzna jesien, a moze to juz zima byla…
Restauracja. Mowimy – Ok, zrobmy to.
Obca dzielnica, obce mieszkanie. Piwo. Na trzezwo to ja nie moglam chyba, teraz jesli chce moge sobie wmawiac, ze bylam pijana…
To bylo ostre i podniecajace!
- Ale wiesz, ja nie moge wrocic do domu i smierdziec bronksem.
Dostalam oliwki, ser, nachos, winogrona. Nawet nie znalam tych metod…
Wysiadka w centrum, blizej nie chcialam. Znow tramwaj, gdy ciemno na dworzu. Od tego wszystkiego krecilo mi sie w glowie, bylam zmeczona, zdenerwowana, podniecona. Pragnelam wlasnego lozka i zasnac, obudzic sie rano i spojrzec w lustro nie zalujac niczego.
Ciemne ulice, blok, klatka. Co za ironia losu, ze stal wlasnie tego wieczoru tam z czerwona roza dla mnie. Za cos przepraszal, pewnie mowil, ze kocha. Wiecie, nie pamietam dokladnie, pamietam jak sie smialam w glebi serca z tego wszystkiego, jaka mialam niemilosierna BEKE !!!
Wszedl ze mna do domu. Bylam zjebana. Powiedzialam, ze jestem po pracy i chce juz spac. Uwierzyl? Cos tam chcial, ale bez przesady, ja na dzis mialam definitywnie dosyc, hehehe! Pocalowal mnie i powiedzial zebym spala, tak ciezko dzis pracowalam.
Oj tak! … !!!

HA HA HA HA HA HA