by myself

Aaaa tak wogle to mialma urodziny – z pol miesiaca temu, ale w tym miesiacu (roku) wydarzylo sie juz cos najistotniejszego, ehh. Bardziej zjebanego okresu w zyciu to jeszcze nie przezylam, ale mniejsza z tym :/ Pojechalismy nad London Bridge - padalo, swiecilo slonko, padalo, swiecio slonko i tak w kolko. Podarlam spodnie, on nie kupil projektora. Dorobek urodzinowy to telefon PRADA, ktory dostalam z 2 miesiace wczesniej xD i jeszcze zegraeczek Armaniego. To taka normalka… ale mysle sobie ze w Polsce to bede sie bala chodzic tak spokojnie po ulicy z tym calym moim „dorobkiem”…
ale zjeba
Obrywam za kazdym razem jak przeklne, pac po glowie xD i wara od chipsow, a moje owocki to wpierda… wcina/zjada.

Mialam zwolnienie. Wybilam upka w wolnym czasie, no bo co?

Patrz, patrz w to lustro, nic nie zobaczysz. Jestes i bedziesz zepsuta.

Na urodziny, na blogu standardowo: (i spiewamy)

I hate the world today
You’re so good to me
I know but I can’t change
Tried to tell you but you look at me
Like maybe I’m an angel underneath, innocent and sweet
Yesterday I cried
You must have been relieved to see the softer side
I can understand how you’d be so confused
I don’t envy you
I’m a little bit of everything
All rolled into one

[Chorus]
I’m a bitch, I’m a lover, I’m a child, I’m a mother
I’m a sinner, I’m a saint
I do not feel ashamed
I’m your hell, I’m your dream
I’m nothing in between
You know you wouldn’t want it any other way

So take me as I am
This may mean you’ll have to be a stronger man
Rest assured that when I start to make you nervous
And I’m going to extremes
Tomorrow I will change
And today won’t mean a thing

[Chorus]

Just when you think you’ve got me figured out
The season’s already changing
I think it’s cool you do what you do
And don’t try to save me

[Chorus]

I’m a bitch, I’m a tease, I’m a goddess on my knees
When you hurt, when you suffer
I’m your angel undercover
I’ve been dumped, I’m revived
Can’t say I’m not alive
You know I wouldn’t want it any other way

4:U

Mówił nic się nie zmienia, patrzył z pod tych samych powiek

Witał mój dzień dziś, mówił nie każdy przypał ujdzie ci
Melanże lubił, swój cień gubił, złotem zgrzytał mi
Jak głupi żyjesz dopóki nikt nie ściga cię za długi
Przy mnie ostatni hajs wydał na szlugi
Mówił te same dni, te same sny
Cokolwiek robisz ten sam syf, te same drogi
Ulicy pupil, dobry człowiek, reszta do dupy
Szczęścia nie kupisz, gdy kłopoty piętrzą się po sufit
(…)
Idę, ten sam dzień, ten sam sen błogosławi Allach
Mój spokój zgubił się, świat zatruł jak Currara mnie
Wiara, byłem gangsterem na szczytach wojny
Teraz mam życie szczere, mam spokój i jestem wolny

Pezet

somewhere over the rainbow

Znow deszcze, znow ide ulica, mijam kawiarnie, nie wchodze. Drobne sa inne – nie brzacza w kieszeni – teraz w skorzanym portfelu i modnej torebce… Ale nie wchodze, mijam ja. Teraz jest inaczej. Na ulicy, pokrecic sie bez celu. Deszcz tez jest inny…

Bylo kiedys tak, ze rano patrzylam w lustro, by widziec sie ta sama osoba. Zapomnienie… Teraz patrze w siebie. No coz… widze.

Na nic nie ma dowodow. Jesli chce to powiem, jesli nie, to jest moje. MOJE.

Mam wolne teraz.

no

Chce byc sama i nikt wiecej. Poprostu. SAMA!