end

dupa z tym wszystkim, znow klutnia, znow… tym razem nie moglam wytrzymac. plasnelam mu w twarz, tak za caloksztalt, za to ze jemu wolno, a mi nie, ze on moze, a ja nie, ze jemu uchodza takie glupoty na sucho, a mi nie, ze ja mu zawsze wybaczalam, a mi nie wybaczy. dosyc tej parodii. koniec.

shit

i co to za gowno? a moze tylko apap w proszku? a moze dlatego, ze mam katar… shit jakis… no ale za frajer, ehh zla troche jestem na siebie.

splywa powoli…
a moze jednak? damy temu godzinke…
no. ale mnie pohujalo…

Vodka – connecting people

Jedz rybę codziennie. Ryba wpływa dobrze na wszystko :) i kocham tą reklamę :D a Vodka – connecting people xD to praweda uniwersalna. Pięć dni picia – hardcore!

Taaak staje się studętką pierwszego roku, i jednak wydział informatyki. Hmm, ukryte pragnienie spełniania marzeń? „Multimedia i grafika komputerowa”, ale mowia mi ze Mikroekonomia mnie zabije, co moze stac się prawdą. Boże dopomóż bym dala radę! …bo tutaj potrzeba cudu… 
No dobrze ale niech bedzie o tym adapciaku. 
Wyjazd na 6 dni, aby integrowac się z innymi studentami. Picie zaczynało sie razem z „Rozmowami w Toku” bo wtedy juz żołądki dawały rade przyjmowac więcej alkoholu i tak srednio do 2-3 w nocy, a i zdarzalo sie do 5 nad ranem :D
Najlepsza była ostatnia noc, z dziewcynami bylyśmy tak przepite, ze bardziej sie nie dalo, każda z nas miała już głos jak stary, przepity, wieloletni żur xD Oczywiście zaczełyśmy pić przy „Rozmowach w Toku”. Najpierw było bardzo wykfintnie i przyzwoicie… zaczełyśmy od Martini ze Spritem, bo Kataryna miała urodziny tego dnia, potem było winko średniej klasy z gwinta (latało wokół stolu), a w między czasie lana była już wódka :P I tak zleciało nam w miłym gronie razem z ludzmi z samorządu do około 21. Na tą Zieloną Noc podawany był pieczony na ruszcie swiniaczek, straszne ochydctwo, ale zołądek się domagał jedzenia. Po kolacji dalej jada z wodeczką. Między 12 a 1 skonczyła się vodka, no to leciałyśmyo na kuponikach po piwko. A gdy większośc wymiękła i zostałysmy w trzy, okazało się że jeszcze zostało troche Żubróweczki ;D niestety bez popitki… no cóż… zrobiłysmy sobię do tego ciepłą herbatkę xD Wódkę po tym czuło się do samego żołądka. W sumnie na tym się kończy noc.
A teraz fenomen biologiczny… zmieszałyśmy wszytsko co się dało, piłyśmy na przemian wódkę z winem (a pamietną butelkę znalazłysmy potem pod jakimś obcym domkiem, jak się tam znalazła? zagadka!). Spać kładłyśmy sie bez najmniejszego szumu czy wirowania w głowie, nikt nie wymiotował, nikomu nie urwał się film, a rano obudziłyśmy się bez śladu kaca! Tylko takie wszystkie zjebane byłyśmy :P
Po powrocie wieczorem wpadł do mnie chłopak, wypiliśmy po piwku… nawet nie poczułam że to alkohol xD
Ogólnie bylo świetnie! Ide zrobic sobie kanapkę z rybą :)