jest już puźno

Jak zwykle piękny monolog w głowie, z tródem ubieram w realne słowa. Jebie ortografie, potem to poprawie. Czy to moja wina, czy jego, czy całego świata? Znów utknełam w miejscu. Wyprowadziłam sie od rodziców, studiuje, pracuje, nie brak mi kasy. I co dalej? noo… noo… nie wiem. no nie wiem! Może przez ta sytuacje jestem taka otepiała. Do czego dalej dążyc?

Tyle ludzi a i tak nie ma do kogo geby otworzyć. Nie… jest, tylko ja nie chce… bo jak tak poowiadac o tych wszytskich powtarzających sie wzlotach i upadkach to każdy powie żeby zostawić to w huj! ale… przeciez nie chce nic zostawiac, nic kończyć, właśnie nie chce! Chce na odwrót, chce iść do przodu. Tu ta cała frustracja, ja chce, a nie moge… i nic więcej z tym nie zrobie, nie jestem w stanie…
Gdy juz mnie znasz, ciezko uwiezyc, że potrafię zagryźć zęby i nic po sobie nie dam poznać… 
Nic. Wypaliłam się. Też mam prawo do gniewu.
Minuta za minutą płynie, to jest tak 
Cały czas z nowym dniem, w głowie tyle spraw 
A pośród nich ja, i w reaktorze dusza czysta 
Stań tu, wyczuj świata puls, a potem rytm pław 
Mówią jedna bitwa, ja mówię każdy moment 
Jutro jest za późno, póki mogę żyje sobie

stresy

Wolne, ferie (jak to młodzieńczo brzmi :P ), urodzinki… nastepne… xD 

 Nie, nie,nie. W mometach takich jak teraz, po nieprzespanej nocy, o dziwo jestem pełna optymizmu. No i co z tego, że za 5 godzin zwalaja się do mnie ludzie na naukę ststystyki opisowej, a za nastepne 6 godzinek piszemy poprawke. Luzzz przeciez to tylko pierwsze koło na 3 w tym semestrze – bedzie super!
Jestem leko irracjonalna, po tej nieprzespanej nocy gdy tak dobrze grało mi się wieczorkiem, a reszte czasu spedzonego do rana miałam ubaw oglądając Bones :D Czuje sie świetnie, a to wszystko po to by stwierdzic, że już zżera mnie stres przed zbliżającą się sesja i to wlasnie dlatego nie mogłam spać. Niestety dziesiejszej bezsenności nie moge przypisać ani bólowi zęba, ani nawet pełni ksieżyca. (Tak, tak jestem typen wyjącym do bezchmurnego nieba o pełni księżyca).
Hmm, wiec… jak już usiadę i zacznę pisać przeraża mnie mój ograniczony słownik i to w ilu słowach musze sprawdzac gramatykę :/ Mało czytam, co sie dobija na tym, że znów zaczynam sylabizować słowa. Koszmarną prawdą okazuje się, że z dyslekcji sie nie wyrasta :( o ile od podstawówki do liceum było to dumą, bo miało się ulgi w j.polskim, na studiach nie krzyczy się o tym wszem i wobiec… no, bo głupio. Nie spotykam wielu ludzi z dysfunkcjami, albo taki przesiew robi sie juz na wyższych uczelniach, albo każdy po ciuchu jakoś sobie radzi i brnie do przodu. Obstaje przy tym 2.
 Mogła bym się nad tym jeszcze rozpisywać, bo fakt mnie na prawde bardzo zaskoczył. Jednak logiczne jest, że nie będę ujawniać swoich „braków”. …hmm… szkoda, bo to znaczy, że nigdy nie przeczytam płynnie bajki mojemu dziecku na dobranoc… przynajmniej nie tych za pierwszym razem.
Ok, to co by tu porobic..?

wiosna

Słońce. Niektóre rany goją się tak długo… Czasem myślę, że rok to dużo. Cztery pory roku – zapach zmieni, słońca, lasu i mrozu. Rok to tak niewile dla moich wspomnień. I boli…  Ta ciepła pogoda i słońce grzejące przypominają mi… łzy w oczach. I tak nagle, i tak poprostu siedząć w McDonalds przypomniałam sobie, że wziełam wtedy milkshak’a, że wcale nie miałam ochoty ani jeść, ani pić, że była śliczna pogoda jak dziś. Kręciło mi się w głowie. I on… Co on wtedy czuł? Zachowywał sie tak nieporadnie nie wiedząc co zrobić. Czy iść obok, czy przytulić, czy wziaść za rękę, czy zapaść się pod ziemię…

Chyba juz tylko smutki potrafię wypisywać, bo nie chce mi się pisać, o przeprowadzce, o zaliczonym semestrze, o fajnej pracy i o innych udanych rzeczach.
Rok to niewiele… mówiłeś, że będziesz przy mnie… a ciebie nie ma…
Moje urodziny… rok temu… nie ma mnie tam, a i tak wszystko przypomina, jakby krzyczalo do mnie o tym co się stalo…