mój prywatny demot

Jak tu się nie zniechęcić, gdy spędziłam pół nocy i ranek na przerabianiu stronki. Dostałam na prawdę fajny szablon graficzny, a teraz się okazuje, że nie jest raczej odpowiedni, bo niepełnosprawni będą się kojarzyć z infantylnością. Przecież oni są niepełnosprawni i przy tym w zasadzie infantylni w wielu rzeczach…

Ehh, na szczęście właśnie dostałam nową wersję strony. I szykuje się trzecia noc z rzędu przy divach, marginach padingach i floatach…
Albo nie. Jeno jest zrobione i mam w dupie. Jest zrobione i jest dobre. Jak jednak nie będzie, aż tak bardzo im odpowiadało to mam tą alternatywę. 
Do piątku, mam poza tym zlecenie z pracy do skończenia. Ciężkie… Ledwo na to popatrzyłam i boli mnie głowa. Aaa, masę roboty nagle się narobiło. W złym momencie. Dziś straciłam tego kopa. Dla kumpla nie skończyłam szablonu, ta akcja z szablonem fundacji i tyle wystarczy by się odechciało. No nic, jutro po zajęciach będzie trzeba przeprosić się z CSSem i robić dalej.
Nie mam czasu na matematykę finansową i tym bardziej na statystykę.
Nie mam czasu na imprezę urodzinową, nie mam. 

brak weny

Nie lubię takich dni jak dziś. Takich dni, gdy wszystko na pozór dobrze się układa, a okazuje się, że nic nie wyszło tak jak miało być. A miało być dobrze.  

bla bla, nie będę opisywać tego dnia, bo pisanie o dobrych rzeczach jest nudne.
Skończyło się na tym, że nie wpłaciłam kasy na konto, bo wpłatomat był nieczynny. Nowe zajebiste zlecenie okazało się cięższe niż się wydawało. Projekt okładki jest na jutro (dziś) i siedziałam do 3 w nocy kleciłam tą okładkę. Oczywiście nie skończyłam. Dam kolesiowi to co mam. Myślę, że nie jest najgorsze.
Okładka LOGO - moje wykonanie
I ostatnio moja dość wysoka ocena własnych umiejętności zaczyna spadać. Zaczynam powątpiewać w jakikolwiek talent, bo nawet te dzisiejsze fotki to wyszły mi marnie… To co umiem, umiem dobrze, ale to i tak za mało. Do pracy wymagają czegoś jeszcze, a ja nie mam pojęcia kiedy się dokształcę… hahaha ~~ nowy projekt ma być oddany jako templatka joomli, a ja tego nigdy nie robiłam. Fajnie, sprawa wygląda prosto, ale pewnie znów się przeliczę… i jak tu się k**wa do wtorku wyrobić~?!
A no i ta żałoba… a moje urodziny ~!??? nic pochlastać się. 
Bejbe mnie zajebie, jak się dowie, ze ostatnie tygodnie siedzę po nocach i spać nie mogę. Dowie się, dowie, bo już jego rodzice wyjechali i od jutra wracam do niego pomieszkiwać <3

wesoła twórczość

Ta cała nowa praca natchnęła mnie jakoś artystycznie. Taak, taak wiem, że mój talent w skali 0 – 10 to jakieś … -1, ale lubię taki niechlujny styl. Jakby praca była niedokończona, jakby czegoś jej brakowało, a jednak w zupełności wystarczy tyle ile jest. Nie mam talentu, ale lubię bawić się w odwzorownictwo. W gruncie rzeczy tłumaczenie questów do RO miało ten sam sens, tyle, że tam byłam bardzo dokłada i skrupulatna. Chociaż obrazki objaśniające utrzymywałam w stylu „niedopowiedzenia”.
W zeszłym semestrze mieliśmy te fantastyczne zajęcia z Technik Urządzeń Multimedialnych (długa dziwna nazwa, ale zajęcia Boskie!) i część zajęć odbywała się z tabletami Wacoma Intuos4 M. Nawet ja nie mogłam sobie odmówić żeby czegoś nie narysować. Więc było tak, że wykład swoją drogą, a studenci wielbili tabety ^_^ Mój osobisty rezultat to, to:
manga school girl
Najlepsze jest to, że ten obrazek strasznie mi się podoba i to oczojebne tło też~! ^o^

Ogólnie pozytywnie i nie.

Euforia opadła. Pozostał niedosyt. To dlatego, że czas się pouczyć, ten tydzień poświęcam mocno pracy, a nawet już poświęciłam i juz mam wewnętrzne wyrzuty, że trzeba się też do nauki tej debilnej ekonometrii przyłożyć… i rachunkowość, i statystyki. Same gówna mi zostały :/

Piwo czeka, aby oblać mój pierwszy prawdziwy zarobek. Dlaczego ten jest prawdziwy – bo zarobiłam na mojej wiedzy, a nie na fizycznej harówce.
Niedosyt – bo siedzę nic kreatywnego nie robię, a po głowie bije się myśl, że mogła bym już wykonywać następny projekt. Spokojnie… już mam informacje, że w przeciągu 2 dni będzie następne zlecenie.
Czy to przyjemność wykonywanej pracy mnie tak cieszy, czy zarobione pieniądze? Nie uwierzę, dopóki nie poczuje tej kasy w dłoni xD Jutro polecę do bankomatu i od razu wyciągnę ją :D I tak muszę zapłacić za naprawę starego lapka…
W tym miesiącu nowy czynsz, nie pisałam, że się przeprowadziłam. Jest milutko. Lubie tą dzielnice w szarówce wieczora.
Z tatą oglądałam film, zwykły film. Ale nawet w zwykłym filmie temat umierania jest ciężki i wyciska łzy z oczu. Tato jest zdrowszy już nie ma chemii <3
Jest mi ciężko, inaczej ciężko niż było w Londynie. Niby, łatwiej, bo wsparcie finansowe, a i tak jestem czasem w rozsypce i na koniec miesiąca zastanawiam się za co kupie hormony…