calm down my euphoria

Nudna notka, na kacu o dziwnych uczuciach, lub ich braku…

… no to się porobiło :) On śpi u mnie, ja siedzę u dziewczyn po imprezie i mam rozkminę. Szykuje się maksymalny weekend, z resztą jak co weekend od ostatnich kilku miesięcy. Jest mi tak dobrze z moim życiem, że aż czasem się zastanawiam czy nie za dobrze… może powinnam poświęcić kilka chwil na głębsze przemyślenia, o sobie samej, o moim życiu, o moiej przyszłości. Na razie żyję z dnia na dzień, bez konkretnych planów i jest mi tak dobrze. Spontanicznie i szczęśliwie :)

Czasem dopada mnie myślówa, ale staram się bagatelizowac te poważne myśli.
Bagatelizuje to, że ta znajomość zaczyna przypominać związek.
Myśli mam zapchane nim, czas wolny dostosowywuje pod niego, styl zmienia mi się na taki jak on lubi, słucham muzyki od niego, przefarbowałam włosy na ciemno, bo on tak lubi.
Ubierając w słowa, to co robie, aż mnie ciarki przechodzą takie to dziecinne – zakochana nastolatka. Śmieszne, niby robię to świadomie, ale nie umiem przestać – nie chcę, jak na razie… Czekam, aż zabrnie to za daleko, bo balansowanie na krawędzi to za mało?
Emocje, uczucia – komuś będzie przykro? Wygląda jakby nikt nie miał cierpieć – tylko po co ja myśle o końcu, zanim jeszcze nawet początku nie było.
Rozkmina: mam to już od kilku tygodni. Jest niedopowiedziane tyle ile powinno zostać niewyjaśnione, a wiadomo wystarczająco dużo żeby pozostawało swobodnie. Przynajmniej jak na razie… bo to – mi – odwala zbytnie zaangażowanie :/