Zimna herbata z cytryną. Moje związki.

Mam ostatnio jakiś zastój życiowy. Może dlatego, że minione 4-5 miesięcy tak zapierdalało? Działo się dosłownie wszystko. Rzeczy z których w większości nie jestem dumna, ale w jakimś stopniu warto było je zrobić/ przeżyć.

Jestem w związku. Szaleństwo. Szybko zaczeliśmy, szybko zamieszkalismy razem. Nadal prowadzimy gre pozorów, że łatwo mozna było by zrezygnować… chociaż padają poważne słowa jak: kocham, poważna przyszłość, „żona”. Jego mówienie „żona” to jak mówienie kotku, skarbie, kochanie – takie słodkie zdrobnienie. Ale, co tam, dla dziewczyny zawsze będzie brzmiec jak te ciut więcej.
W dupie mam wszytkie moje przelotne znajomości i romanse. Były na miejscu i w porę. Jednak powazny związek – mimo, że szczęśliwy – ma piętno tego „za szybko”. Rozumiecie, że za szybko po 4 letnim życiu z innym. Fuck, bo to było tak, że… ehh… bo miłość to nie tylko motyle w brzuchu, to coś co zostaje, aż w 100% zastapi to inne pełne uczucie. I już jestem zmęczona tym, że pojawia się w mojej głowie przynajmniej raz na dwa tygodnie :/ 
Mam dosyć. Męczy mnie, że nie mogę tego doprowadzić do normalności a tamten udaje, że nigdy nie istnieliśmy i że się nie znamy! Fuck! I tak z miłości budzi sie nienawiść. Bezsilność.
Teraz aktualne wiadomości. Chcemy mieszkac razem, tylko we dwoje. W planach mamy kawalerkę. Ja mysle o Gdyni. Już za długo siedzę w jednym miejscu. Nieśmiało myślę o wyjeździe za granicę.
Moje szalone kochanie :) Zniszczmy młodość doszczetnie! Już lipiec koniec abstynencji!!!