Trzeci dzień diety

Jak to zwykle na początku szybko idzie. Trzeci dzień i jest jakieś 1,5 kg mniej.

Dobra koniec tego nadmiernego optymizmu… Zaczyna się weekend, może i planuję trochę więcej aktywności fizycznej, ale czy opanuję się i będę w stanie przestrzegać 1000 kcal?

I oczywiście alkohol – ambrozja weekendu! Plan jest prosty by zamiast wódki albo piw, pić białe półwytrawne wino. Może nawet skuszę się na jedną butelkę wytrawnego i jedną półwytrawnego. Alkohol to bomba kalorii :(
Najgorzej będzie po imprezie gdy już kac głód złapie… najgorsze uczucie, że trzeba coś zjeść, żeby poczuć się odrobinę lepiej – i to najlepiej kebaba, hamburgera, pizze, hot doga, itp…

W głowie nadal mi się nie mieści że wypijając litr soku pomarańczowego przejadam większość mojego dziennego limitu kalorycznego… Tęsknię za soczkiem!
Woda jest ohydna! …dobra przesadzam…

Tuńczyk w puszce, ten najtańszy z reala to ohydztwo. Wracam pokornie to Biedronkowego tuńczyka!

Jeszcze raz odchudzanie

No więc dieta. Chciałam iść do dietetyka, ale koszmarnie drogie są takie usługi. Sama robię dietę odchudzającą. Wiem, że pierwsze 10 kg pójdzie szybko – gorzej z następnymi 20. Pewnie do zimy będę się męczyć.
No to start!