Zimna herbata z cytryną. Moje związki.

Mam ostatnio jakiś zastój życiowy. Może dlatego, że minione 4-5 miesięcy tak zapierdalało? Działo się dosłownie wszystko. Rzeczy z których w większości nie jestem dumna, ale w jakimś stopniu warto było je zrobić/ przeżyć.

Jestem w związku. Szaleństwo. Szybko zaczeliśmy, szybko zamieszkalismy razem. Nadal prowadzimy gre pozorów, że łatwo mozna było by zrezygnować… chociaż padają poważne słowa jak: kocham, poważna przyszłość, „żona”. Jego mówienie „żona” to jak mówienie kotku, skarbie, kochanie – takie słodkie zdrobnienie. Ale, co tam, dla dziewczyny zawsze będzie brzmiec jak te ciut więcej.
W dupie mam wszytkie moje przelotne znajomości i romanse. Były na miejscu i w porę. Jednak powazny związek – mimo, że szczęśliwy – ma piętno tego „za szybko”. Rozumiecie, że za szybko po 4 letnim życiu z innym. Fuck, bo to było tak, że… ehh… bo miłość to nie tylko motyle w brzuchu, to coś co zostaje, aż w 100% zastapi to inne pełne uczucie. I już jestem zmęczona tym, że pojawia się w mojej głowie przynajmniej raz na dwa tygodnie :/ 
Mam dosyć. Męczy mnie, że nie mogę tego doprowadzić do normalności a tamten udaje, że nigdy nie istnieliśmy i że się nie znamy! Fuck! I tak z miłości budzi sie nienawiść. Bezsilność.
Teraz aktualne wiadomości. Chcemy mieszkac razem, tylko we dwoje. W planach mamy kawalerkę. Ja mysle o Gdyni. Już za długo siedzę w jednym miejscu. Nieśmiało myślę o wyjeździe za granicę.
Moje szalone kochanie :) Zniszczmy młodość doszczetnie! Już lipiec koniec abstynencji!!!

24 urodziny

Teraz trochę prawdy.

Dwudzieste czwarte urodziny zacznę symbolicznie. Zupełnie tak jak teraz wygląda moje życie.
Nagle dostrzegam przemijanie.
To nic. Witaj kochanie… Mam szczęście – głupi mają szczęście.
Prosto patrzyć na świat, brać go takim jaki jest. Nie wymagać, cieszyć sie z tego co daje.
Zaraz nastanie: mój 13 kwietnia… i co dalej?

calm down my euphoria

Nudna notka, na kacu o dziwnych uczuciach, lub ich braku…

… no to się porobiło :) On śpi u mnie, ja siedzę u dziewczyn po imprezie i mam rozkminę. Szykuje się maksymalny weekend, z resztą jak co weekend od ostatnich kilku miesięcy. Jest mi tak dobrze z moim życiem, że aż czasem się zastanawiam czy nie za dobrze… może powinnam poświęcić kilka chwil na głębsze przemyślenia, o sobie samej, o moim życiu, o moiej przyszłości. Na razie żyję z dnia na dzień, bez konkretnych planów i jest mi tak dobrze. Spontanicznie i szczęśliwie :)

Czasem dopada mnie myślówa, ale staram się bagatelizowac te poważne myśli.
Bagatelizuje to, że ta znajomość zaczyna przypominać związek.
Myśli mam zapchane nim, czas wolny dostosowywuje pod niego, styl zmienia mi się na taki jak on lubi, słucham muzyki od niego, przefarbowałam włosy na ciemno, bo on tak lubi.
Ubierając w słowa, to co robie, aż mnie ciarki przechodzą takie to dziecinne – zakochana nastolatka. Śmieszne, niby robię to świadomie, ale nie umiem przestać – nie chcę, jak na razie… Czekam, aż zabrnie to za daleko, bo balansowanie na krawędzi to za mało?
Emocje, uczucia – komuś będzie przykro? Wygląda jakby nikt nie miał cierpieć – tylko po co ja myśle o końcu, zanim jeszcze nawet początku nie było.
Rozkmina: mam to już od kilku tygodni. Jest niedopowiedziane tyle ile powinno zostać niewyjaśnione, a wiadomo wystarczająco dużo żeby pozostawało swobodnie. Przynajmniej jak na razie… bo to – mi – odwala zbytnie zaangażowanie :/ 

Dubstep grudzień

Przez uległość – dominację – do czułości. No i to ostatnie rozpierdala wszytko.
Siedziałam u dziewczyn i panikowałam – dlaczego nie odpisuje i nie odpowiada? Poważnie panikowałam… a w końcu gdy napisał, że spał, to moje emocje puściły i się normalnie poryczałam, z własnej głupoty i niecierpliwości, i radości…
Miał być ciąg dalszy tamtej nocy, ale prawda jest taka, że ciąg dalszy nadal się rozwija…
Tamta impreza skończyła się dla nas o 10 rano… a tu zostaliśmy przyłapani na spaniu, oczywiście nie jako jedyni, ale śmiesznie to wygląda :P jakbym nadal się zastanawiała ;) Ggog trancy grudzien
Potem Święta. Białe Święta  Dostałam najpiękniejsze prezenty! Spontaniczne, szczere i z serca.
A dziś po wspólnym sylwestrze, on pyta: co robisz wieczorem? Ja: nic. On: ja też nic. Ja: porobimy razem nic? :)
Do wieczora ;)

niespodzianka?

Zarobiłam pieniądze. wydaje pieniądze.

Nawet jak bym bardzo mocno chciała mogę pozwolić iść sobie na koncert ostrego, ale… no i zastanawiam się czy w ogóle iść jeśli on nie będzie mógł. 
(dodałam tą notkę, uciekłam bo przyszedł. minęło 18 godzin)
Chciałam wczoraj rozprawiać na temat tego co bardziej wole ja, bez względu na niego. Nie muszę :) Niespodzianka wyglądała następująco: Wódka Żołądkowa + Cola + słodycze. Mmm no to wieczór się zapowiadał pijanie :P ale to nie koniec, w GGOGu była jkaś grubsza impreza w cięższych klimatach, wiec po godzinie 2 w nocy uderzyliśmy na centrum.
c.d.n.

Pisałam: dziś spełniam marzenia!

Krótko i na temat. Ostatnimi czasy jestem bardzo konkretna.

Jebło mi się na mózg z tym chłopakiem!!!

Ja broniąca zaciekle swojej przestrzeni i prywatności, aby móc robić co żywnie mi się podoba – nagle każdy wolny czas spędzam tylko z jedną osobą. Z nim. Jakie to KURWA szczeniackie! Przecież ja mam tyle wątpliwości! To co pociąga w niezobowiązującej znajomości na dłuższą metę jest wielkimi znakami zapytania, niczym pewnym. Blech, teraz umiem to stwierdzić. Jeszcze mnie do końca nie omamiło… chociaż, dziś po tym maratonie, to moja pierwsza samotna noc i co robię? Zamiast zapierdalać i pisać strony żeby kasę kołować na święta to siedzę i słucham muzyki od niego! (No to mnie, kurwa popierdoliło!)
Z drugiej strony chce się tym cieszyć. On jest tak słodko szczery. Ta prawdziwość mnie ujęła. Naturalność, gdy nie ukrywa spojrzenia, śmieje się i tak czule przytulał. No, ale jemu też już wątpliwości chodzą po głowie – widzę, czuje to – jak to ja i się nie mylę.
I co to będzie?! Rozpierdolił się mój plan, by mieć obcych w dupie.
Nic już na to nie poradzę, trzymam się trochę na dystans, ale już wpadłam jak śliwka w kompot (czy coś tam).
Pezet. Koncert Pezeta i Małolata. Ja sama. … Tydzień później rzadko bywam sama. Sama to zaczęłam. Nie chce kończyć?

Kocham

Zakochałam się! Zakochałam jak szalona! Pokochałam moje życie!

KOCHAM MOJE ŻYCIE
zazdrościcie? 

Nikt nie wie o co chodzi, ale jest dobrze i to wystarczy

Stajemy się zgorzkniali i tracimy zaufanie do ludzi, bo zawiódł jeden człowiek. Pałamy nienawiścią do tych, którzy odnaleźli swoje skarby, bo nam samym nie było dane dotrzeć do własnego i zawsze dbamy tylko o tę odrobinę, którą posiadamy, bo jesteśmy zbyt malutcy, by mieć cały świat
Ten uśmiech sprawił, ze się w nim zakochałam, a to była ostatnia rzecz, na którą miałam ochotę. On w głowie, w emocjach, we mnie.
Jesteś normalna ja zapewne szalona jestem prawdziwa ty dobrze ułożona…
Nie ma nic trudniejszego, niż stanąć przed szansą. Ja nigdy nie żałuje, dlaczego wszyscy chcą mi wmówić, że powinnam uważać?
Pytania… gdzie moja pewność? Życie daje mi lekcję pokory?
hmm… dziś przyjeżdża sis, eh jeszcze tego mi trzeba… a dziś to się najebmy! o tak!!!

rozmowa rapem

- „żyję dla takich chwil kiedy bierzesz haust powietrza i krzyczysz chwilo proszę bądź wieczna”

- „chodź ze mną razem przywitamy dzień nad Wisłą…”

To, co słyszę, to jedynie wyobraźnia?

że wali serce, że się trzęsę

dotyk ciepłej skóry pod palcami, zamknij oczy i poczuj – usłyszysz ukrytą melodię
jeszcze godziny. wrócisz? będę.
iść na przód, pozwolić sobie czuć. czujesz? czuje.
oszalałe serce wali jakby miało wyrwać się z piersi
bije, zwariowało porażone prądem
co jest? ja… ja tego nie planowałam… tego też nie…
i nie chciałam czekać, i czekam. wrócę. wiem

Tym razem zrobię go.

Chciałam napisać coś w stylu podsumowania tygodnia, ale pewnie mi to nie wyjdzie. Ogólnie złapała mnie myślówa. Skończył się okres, hormony wyrównują się i dolega mi przy tym chroniczny brak pewności siebie. Nie, to nie przez okres. Ostatnio wystawiałam się na trudne warunki. Pozwalałam niektórym osobom jechać po sobie, tylko po to żeby zobaczyć ile zniosę, o tak bez przejmowania się. Okazało się to bombą ze spóźnionym zapłonem. Cóż, z tym też sobie poradzę.

Teraz z powrotem wrócił do mnie pomysł z tatuażem. Tym razem chyba wcielę go w życie. Jednego wieczoru gdy naszło mnie na sprzątanie dorwałam się do henny i tak jakoś z tego mojego sprzątania wyszło coś takiego:
tatuaż z henny

I co jesteś rozczarowana?

Najprościej… nie, nie da się napisać tego najprościej, tym bardziej w jednym słowie.

No cóż, przeczucie nie myliło mnie. Chyba wierzę w los. Los zawsze można starać się zmienić lub odwrócić, tym razem nie walczyłam za wszelką cenę by się odmienił. Dosyć się nadenerwowałam przed całym zdarzeniem, żeby jeszcze się przejmować gdy okazywało się, że intuicja mnie nie oszukała. Może troszeczkę tylko chciałam, by było odrobinę inaczej – ale jak mogę oczekiwać zrozumienia od kogoś kto przede wszystkim, nie rozumie sam siebie. Szkoda.
W życiu na wszystko trzeba zapracować, nic nie dostanie się za darmo, nic nie jest bezwarunkowe. Przyjaźń choćby najszczersza, też nie jest darmowa. Przyjaźń to nieustanna praca.
Chłodem zawiewa ze świata, gdy myślę o tym jak bardzo ludzie bywają samolubni. Tak samolubni jak ja – i bardziej.
Teraz hip-hop. Przeraża mnie to, jak może być jeszcze dziś koszmarnie :( Sama się w to wkręcam. Co mi tam, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
PIERDOLĘ TO!

Co warto?

Siedzieć w obcym domu, ogromna pustka. Kto by uwierzył… nie lubię robić czegoś na silę, chyba już zrozumiałam nie ma czegoś takiego jak „tu i teraz”. Masa przestrzeni, mogła bym skakać, tańczyć, biegać. Po co mi to. Po co? To dobre pytanie. Resztki ludzkich odruchów, po co, kto to doceni, że odpuszczam. Po co robić coś dla własnego sumienia?
Nic by się nie zmieniło, a ja jednak prę ku byciu dobrym człowiekiem. Bez sensu. Chwytać chwilę i wycisnąć z niej każdą korzyść? Tak/Nie? Dziś nie wiem.
Hip hop wrócił do mojego życia. Leciał ten kawałek, i rozmowa się zaczeła. Mała nadzieja. Będę mieć lepszy humor : )

Tu i teraz!

Czuje… coś jest nie tak. Nie chce mi się nic. Naimprezowałam się, mam trochę dosyć ludzi. Nie mam siły i ochoty wziąć się za siebie. Jak pomyślę ile roboty sobie zwaliłam na ten jeden dzień to chyba zwariuje, ale to był jedyny sposób żeby się zmobilizować, ale na pewno się nie wyrobię. Na pewno nie.

A to wszystko przez to, że byłam tak zafascynowana, tak chciałam się przekonać… Igrałam z ogniem. Pff mała porażka, a tak może zdruzgotać :/ No jestem normalnie tak wkurwiona, że nie potrafię się powstrzymać przed braniem tego co chce „tu i teraz”. Dlaczego nie mogę sobie czasem odpuścić. To przez tą głupią pewność. I tak wiem, że dostanę to czego chcę, więc po co mam zwlekać?! No, ale inni tego nie wiedzą i nie czują, hamuje ich niepewność, lub coś innego. Prawda?
I już nie wiem o kim pisze… o nim, o nim, czy o nim? ehh…
Wyjeżdżam. Dziś jeszcze Świniuszka podrzucę do rodziców, spakuje się, podbije legitkę, posiedzę na seminarium, ogarnę się, spotkam z przyjaciółką i w drogę! a, jeszcze napisze templatke, gdzieś po drodze… bo już tydzień zwlekam z oddaniem pracy. Och! pomaluje paznokcie! I chuj, pomaluje je!
Jestem nie ogarnięta.
Już chce być na miejscu i zapomnieć o całym moim świecie. Odprężyć się i zrelaksować. 
Czuje, coś jest nie tak… o kogo mi chodzi…? albo coś się rozpierdoli, albo już się posypało.
A to wszystko przez „tu i teraz”.